Wywiad z Panią Elż­bie­tą Mar­kow­ską: Sło­wo „pro­mie­nio­wa­nie” nie­sie złe sko­ja­rze­nia. Edu­ka­cja poma­ga oddzie­lić mity od faktów.

Elż­bie­ta Mar­kow­ska: sło­wo „pro­mie­nio­wa­nie” nie­sie złe sko­ja­rze­nia. Edu­ka­cja poma­ga oddzie­lić mity od faktów

Samo sło­wo „pro­mie­nio­wa­nie” nie­sie moc­ne, złe sko­ja­rze­nia. Edu­ka­cja poma­ga oddzie­lić mity od fak­tów. Nie zdej­mie całe­go stra­chu — cho­ro­ba nowo­two­ro­wa zawsze zosta­je ogrom­nym cię­ża­rem — ale potra­fi zmniej­szyć poczu­cie bez­rad­no­ści — powie­dzia­ła pre­zes Pol­skiej Koali­cji Pacjen­tów Onko­lo­gicz­nych, Elż­bie­ta Markowska

Z danych epi­de­mio­lo­gicz­nych wyni­ka, że w naj­bliż­szych latach ponad 100 tysię­cy Pola­ków rocz­nie będzie potrze­bo­wać radio­te­ra­pii. Choć to jed­na z trzech fila­ro­wych metod lecze­nia nowo­two­rów, wciąż budzi wśród cho­rych ogrom­ny lęk – pod­sy­ca­ny mita­mi, bra­kiem wie­dzy i daw­ny­mi wyobra­że­nia­mi o „naświe­tla­niach”. Odpo­wie­dzią na te oba­wy stał się pro­jekt edu­ka­cyj­ny „Inno­wa­cyj­na Radio­te­ra­pia – wspól­ny pro­jekt na rzecz edu­ka­cji”, któ­re­go celem jest oswo­je­nie pacjen­tów z tą for­mą lecze­nia. Pre­zes Pol­skiej Koali­cji Pacjen­tów Onko­lo­gicz­nych, Elż­bie­ta Mar­kow­ska, wyja­śni­ła, co z per­spek­ty­wy pacjen­ta jest dziś naj­trud­niej­sze pod­czas tera­pii, jak mądrze zain­we­sto­wać miliar­dy z KPO oraz dla­cze­go nowo­cze­sny sprzęt nie zadzia­ła bez ludzi.

Pol­ska Koali­cja Pacjen­tów Onko­lo­gicz­nych od dłuż­sze­go cza­su reali­zu­je pro­jekt edu­ka­cyj­ny „Inno­wa­cyj­na Radio­te­ra­pia – wspól­ny pro­jekt na rzecz edu­ka­cji”. Skąd w ogó­le pomysł na taką kam­pa­nię? Czy dzi­siej­szy pacjent onko­lo­gicz­ny nadal boi się promieniowania?

Ten pro­jekt wziął się z pro­stej, ale bar­dzo ude­rza­ją­cej obser­wa­cji: pacjen­ci panicz­nie chcą rozu­mieć lecze­nie, przez któ­re prze­cho­dzą, ale bra­ku­je im do tego narzę­dzi. Radio­te­ra­pia wciąż budzi ogrom­ne oba­wy. Cza­sem to pokło­sie daw­nych wyobra­żeń o „naświe­tla­niach” sprzed kil­ku­na­stu lat, cza­sem to zasły­sza­ne w pocze­kal­niach dra­ma­tycz­ne histo­rie, a naj­czę­ściej – po pro­stu czy­sta nie­wie­dza. Chcie­li­śmy ten szum infor­ma­cyj­ny upo­rząd­ko­wać i poka­zać, że dzi­siej­sza radio­te­ra­pia to super­pre­cy­zyj­nie zapla­no­wa­ny pro­ces, nad któ­rym czu­wa cały sztab spe­cja­li­stów. Zale­ża­ło nam, żeby odrzu­cić medycz­ny żar­gon i zacząć mówić pro­stym, ludz­kim języ­kiem: czym jest radio­te­ra­pia, jak wyglą­da przy­go­to­wa­nie, po co pla­nu­je się lecze­nie i co dzie­je się pod­czas same­go sean­su. Kie­dy cho­ry rozu­mie mecha­nizm, łatwiej współ­pra­cu­je z zespo­łem i, co naj­waż­niej­sze, zaczy­na oswa­jać strach.

Co z per­spek­ty­wy pacjen­ta jest dziś naj­trud­niej­sze pod­czas prze­cho­dze­nia przez pro­ces radioterapii?

Naj­czę­ściej spo­ty­ka się to wszyst­ko naraz — lęk, nie­pew­ność i zwy­kłą codzien­ność, któ­rą trze­ba poukła­dać wokół lecze­nia. Pacjen­ci pyta­ją o bar­dzo kon­kret­ne rze­czy: czy to boli, czy po tera­pii będą „radio­ak­tyw­ni” i czy mogą bez­piecz­nie prze­by­wać z bli­ski­mi, czy pro­mie­nio­wa­nie uszko­dzi zdro­we tkan­ki, jak dłu­go to potrwa, czy skut­ki ubocz­ne pozwo­lą im nor­mal­nie żyć. Czę­sto nie cho­dzi nawet o samą pro­ce­du­rę, tyl­ko o to, że nic nie jest prze­wi­dy­wal­ne. Co wyda­rzy się na pierw­szej wizy­cie? Po co jest maska? Ile trwa

seans? Kie­dy zgło­sić nie­po­ko­ją­ce obja­wy? To są pro­ste pyta­nia, ale dla pacjen­ta bar­dzo waż­ne. Do tego docho­dzi stro­na prak­tycz­na, o któ­rej mówi się rza­dziej. Radio­te­ra­pia dla wie­lu pacjen­tów ozna­cza regu­lar­ne, czę­sto codzien­ne wizy­ty w dni robo­cze przez kil­ka dni lub tygo­dni, zależ­nie od rodza­ju lecze­nia. Dla­te­go obcią­że­niem sta­ją się nie tyl­ko same zabie­gi, ale też dojaz­dy, kosz­ty i orga­ni­za­cja pra­cy, opie­ki nad bli­ski­mi oraz życia domo­we­go. Pacjent potrze­bu­je więc nie tyl­ko apa­ra­tu i ter­mi­nu. Potrze­bu­je jasnej

instruk­cji, spo­koj­nej roz­mo­wy, wspar­cia psy­cho­on­ko­lo­ga i poczu­cia, że ktoś pro­wa­dzi go przez to krok po kroku.

Eks­per­ci sza­cu­ją, że w naj­bliż­szych latach ponad 100 tysię­cy Pola­ków rocz­nie będzie potrze­bo­wać radio­te­ra­pii. Cze­go naj­bar­dziej bra­ku­je w sys­te­mie i dostę­pie do lecze­nia? Jak PKPO widzi pro­blem bra­ków kadro­wych wśród fizy­ków medycz­nych i radioterapeutów?

Jeśli mówi­my o ponad 100 tysią­cach pacjen­tów rocz­nie, to nie może­my patrzeć tyl­ko na licz­bę apa­ra­tów. Liczy się cała orga­ni­za­cja lecze­nia. Dla cho­re­go dostęp to coś bar­dzo nama­cal­ne­go: czy tera­pia zacznie się na czas, czy do ośrod­ka da się doje­chać, czy rozu­mie swo­ją ścież­kę i czy ma z kim poroz­ma­wiać, gdy poja­wią się obja­wy albo wątpliwości.

Naj­więk­szym błę­dem było­by spro­wa­dze­nie tego do same­go sprzę­tu. Nowo­cze­sny akce­le­ra­tor jest potrzeb­ny, ale sam nie leczy. Radio­te­ra­pia to pra­ca zespo­łu — leka­rzy radio­te­ra­peu­tów, fizy­ków medycz­nych, tech­ni­ków. elek­tro­ra­dio­lo­gii, pie­lę­gnia­rek, koor­dy­na­to­rów i spraw­nej kon­tro­li jako­ści. Powiem wprost: bez fizy­ków medycz­nych nie ma bez­piecz­ne­go pla­no­wa­nia lecze­nia, kon­tro­li daw­ki i jako­ści pra­cy apa­ra­tu­ry. Bra­ków kadro­wych pacjent też nie odczu­wa abs­trak­cyj­nie. To dłuż­sze cze­ka­nie, krót­sza roz­mo­wa, mniej cza­su na wyja­śnie­nia, więk­sze poczu­cie zagu­bie­nia. Dla­te­go powta­rza­my to samo: pie­nią­dze na sprzęt trze­ba łączyć z inwe­sty­cją w ludzi.

Jak kam­pa­nia „Inno­wa­cyj­na Radio­te­ra­pia” wpły­nę­ła na postrze­ga­nie tego lecze­nia przez cho­rych w ostat­nich latach? Czy widzą Pań­stwo real­ny spa­dek lęku u pacjentów?

W roz­mo­wach z cho­ry­mi widać, że spo­koj­na, zro­zu­mia­ła infor­ma­cja napraw­dę poma­ga oswo­ić strach. Łatwiej znieść lecze­nie, kie­dy się wie, co po kolei nastą­pi, po co jest każdy

etap i z jaki­mi obja­wa­mi trze­ba się zgłosić.

Radio­te­ra­pia budzi lęk nie dla­te­go, że pacjent jest nie­uf­ny. Po pro­stu samo sło­wo „pro­mie­nio­wa­nie” nie­sie moc­ne, złe sko­ja­rze­nia. Edu­ka­cja poma­ga oddzie­lić mity od fak­tów. Nie zdej­mie całe­go stra­chu — cho­ro­ba nowo­two­ro­wa zawsze zosta­je ogrom­nym cię­ża­rem — ale potra­fi zmniej­szyć poczu­cie bez­rad­no­ści. Dla­te­go mówi­my raczej o uło­że­niu infor­ma­cji krok po kro­ku i o poczu­ciu bez­pie­czeń­stwa niż o twar­dym efek­cie, któ­re­go nikt nie zmierzył.

Por­tal innowacyjnaradioterapia.pl daje dostęp­ność i porzą­dek. Pacjent albo ktoś z bli­skich może wró­cić do tych infor­ma­cji w domu, na spo­koj­nie prze­czy­tać, czym jest radio­te­ra­pia, jak wyglą­da lecze­nie i jak się do nie­go przy­go­to­wać. A pod­czas wizy­ty wie­lu cho­rych jest w takim stre­sie, że nie­wie­le z niej zapamiętuje.

Warsz­ta­ty dla lide­rów orga­ni­za­cji pacjenc­kich dzia­ła­ją ina­czej. Dają głęb­szą wie­dzę i efekt mnoż­ni­ko­wy. Lider, któ­ry dobrze rozu­mie radio­te­ra­pię, potra­fi póź­niej wes­przeć wie­lu pacjen­tów u sie­bie — wytłu­ma­czyć pod­sta­wo­we poję­cia, zachę­cić do roz­mo­wy z leka­rzem, roz­bro­ić mit. Naj­wię­cej daje połą­cze­nie obu: por­tal zapew­nia sta­ły dostęp do wie­dzy, a warsz­ta­ty budu­ją ludzi, któ­rzy umie­ją tę wie­dzę prze­ka­zać dalej.

Do szpi­ta­li w ramach Kra­jo­wej Sie­ci Onko­lo­gicz­nej tra­fi 5,2 mld zł z KPO. Czy wia­do­mo, jak środ­ki te zosta­ną zago­spo­da­ro­wa­ne w kon­tek­ście radio­te­ra­pii? Co zmie­nią w sytu­acji pol­skich pacjentów?

Pie­nią­dze z KPO to dla onko­lo­gii ogrom­na szan­sa — tak­że dla radio­te­ra­pii. Z tego, co wiemy,

mogą objąć mię­dzy inny­mi sprzęt, infra­struk­tu­rę i urzą­dze­nia do pre­cy­zyj­nej radio­te­ra­pii. To dobry kie­ru­nek, bo radio­te­ra­pia potrze­bu­je nowo­cze­sne­go sprzę­tu, ale też ludzi, któ­rzy potra­fią z nie­go bez­piecz­nie korzy­stać, i dobrej kon­tro­li jako­ści. Bra­ku­je nato­miast jed­nej rze­czy: pro­ste­go, publicz­ne­go zesta­wie­nia, ile dokład­nie z tych środ­ków tra­fi do radio­te­ra­pii, w jakich regio­nach i z jakim efek­tem dla pacjentów.

Sama duża kwo­ta w komu­ni­ka­cie jesz­cze nicze­go nie zmie­nia. Pacjent zauwa­ży zmia­nę dopie­ro wte­dy, gdy do sprzę­tu doło­ży­my kadry, koor­dy­na­cję i jasne mier­ni­ki jako­ści. Kra­jo­wa Sieć Onko­lo­gicz­na może upo­rząd­ko­wać sys­tem, KPO może dać moc­ny impuls inwe­sty­cyj­ny — ale suk­ces i tak zmie­rzy­my tym, co napraw­dę zmie­ni się w dro­dze pacjen­ta: czy lecze­nie jest dostęp­ne, bez­piecz­ne, dobrze wytłu­ma­czo­ne i spraw­nie poprowadzone.