Gdzie się podzia­ły śla­dy daw­nej empatii?

Naszą redak­cję odwie­dzi­ła nie­daw­no 82-let­nia pani Joan­na z Sobie­szo­wa. Z roz­rzew­nie­niem wspo­mi­na lata 60. ubie­głe­go wie­ku, kie­dy to tram­wa­ja­mi moż­na było podró­żo­wać po Kotli­nie Jele­nio­gór­skiej – od dwor­ca kole­jo­we­go w Jele­niej Górze, przez Cie­pli­ce, aż do Pod­gó­rzy­na, a nawet pra­wie pod sam Choj­nik. Pani Joan­na dojeż­dża­ła wów­czas do pra­cy w Jele­niej Górze. Tram­wa­je były wte­dy wypeł­nio­ne mło­dzie­żą z cie­plic­kich szkół oraz Tech­ni­kum Leśne­go w Sobie­szo­wie. Gdy na plat­for­mie tram­wa­jo­wej poja­wia­ła się oso­ba star­sza lub z nie­peł­no­spraw­no­ścią, mło­dzi ludzie – z natu­ry swo­jej i dzię­ki domo­we­mu wycho­wa­niu – natych­miast wsta­wa­li, ustę­pu­jąc miejsca.

Dziś, jak z żalem wspo­mi­na nasza czy­tel­nicz­ka, nie tyl­ko nie ma już tram­wa­jów, ale zanikł rów­nież oby­czaj ustę­po­wa­nia miejsc senio­rom w autobusach.

– Zaraz po roz­po­czę­ciu roku szkol­ne­go wra­ca­łam z zaku­pa­mi w ple­ca­ku i o dwóch kulach auto­bu­sem linii nr 7 do Sobie­szo­wa – opo­wia­da pani Joan­na. – Pojazd wypeł­nio­ny był mło­dzie­żą, z tego co sły­sza­łam, z Liceum im. Kami­la Cypria­na Nor­wi­da. Wszy­scy sie­dzie­li roz­par­ci na sie­dze­niach, zapa­trze­ni albo w okna, albo w ekra­ny smart­fo­nów. Nie roz­ma­wia­li nawet ze sobą, wymie­nia­jąc jedy­nie zdaw­ko­we uwagi.

Kie­dy nikt nie zare­ago­wał na jej zmę­czo­ną, przy­kur­czo­ną postać, pani Joan­na zwró­ci­ła się do mło­dej pary sie­dzą­cej na miej­scach prze­zna­czo­nych dla osób z nie­peł­no­spraw­no­ścią, pyta­jąc wprost, czy są nie­peł­no­spraw­ni. – „A bo co?” – zapy­tał agre­syw­nie chło­pak, a dziew­czy­na odpo­wie­dzia­ła krót­kim „nie”. Na kolej­ne pyta­nie, dla­cze­go w takim razie zaj­mu­ją te miej­sca, wła­ści­wie nie odpo­wie­dzie­li. Jedy­nie uśmie­cha­li się do sie­bie z roz­ba­wie­niem. Sie­dzą­ca obok uczen­ni­ca zapy­ta­ła nato­miast panią Joan­nę, czy ta ma przy sobie legitymację.

– Łzy rzu­ci­ły mi się do oczu – wyzna­je wzru­szo­na eme­ryt­ka. Na szczę­ście na sytu­ację zare­ago­wał star­szy pan. Wstał, przy­trzy­mał ple­cak pani Joan­ny i dopro­wa­dził ją do swo­je­go miejsca.

Całe zda­rze­nie widział kie­row­ca auto­bu­su. To on odpo­wia­da za bez­pie­czeń­stwo pasa­że­rów i to w jego gestii leży dba­nie o to, by miej­sca dla matek z dzieć­mi czy osób z nie­peł­no­spraw­no­ścia­mi były wyko­rzy­sty­wa­ne wła­ści­wie. Nie­ste­ty, kie­row­ca nie zare­ago­wał. Sta­ło się tak mimo fak­tu, że w auto­bu­sie zro­bi­ło się gło­śno, bo część star­szych pasa­że­rów nie­wy­bred­nie komen­to­wa­ła zacho­wa­nie gru­py oko­ło dwu­dzie­stu mło­dych licealistów.

– Prze­cież sto­jąc w przej­ściu auto­bu­su z moją dys­funk­cją rucho­wą, sta­no­wię ogrom­ne nie­bez­pie­czeń­stwo w przy­pad­ku nagłe­go zaha­mo­wa­nia. W tro­sce o wspól­ne bez­pie­czeń­stwo uwa­żam, że kie­row­ca powi­nien bez­względ­nie reago­wać – pod­kre­śla pani Joanna.

Dla kon­tra­stu nasza roz­mów­czy­ni przy­ta­cza sytu­ację z Wro­cła­wia, gdzie nie­daw­no dojeż­dża­ła tram­wa­jem do kli­ni­ki. Gdy wysia­dła na dwor­cu z waliz­ką pod­ręcz­ną, dwóch mło­dych chłop­ców bez waha­nia ode­bra­ło od niej bagaż, pomo­gło wsiąść do tram­wa­ju i wska­za­ło miej­sce dla osób nie­peł­no­spraw­nych. Sie­dzą­cy tam inny mło­dy czło­wiek na proś­bę chłop­ców natych­miast wstał i pomógł kobie­cie usiąść. Co wię­cej, kie­dy pani Joan­na wysia­da­ła przy szpi­ta­lu, pasa­żer ten zaofe­ro­wał pomoc w dopro­wa­dze­niu jej pod same drzwi placówki.

– To też byli mło­dzi ludzie, a jak­że inne zapre­zen­to­wa­li posta­wy! – zauwa­ża emerytka.

Pani Joan­na, jako była nauczy­ciel­ka, zasta­na­wia się, czy w dzi­siej­szych domach roz­ma­wia się jesz­cze o empa­tii. Prze­cież w tych rodzi­nach tak­że miesz­ka­ją bab­cie    i dziad­ko­wie, któ­rzy na co dzień potrze­bu­ją pomo­cy – i to nie tyl­ko w ścia­nach swo­ich miesz­kań. Oprócz edu­ko­wa­nia kie­row­ców komu­ni­ka­cji miej­skiej, pani Joan­na suge­ru­je swo­im młod­szym kole­żan­kom i kole­gom po fachu, aby poru­szy­li te kwe­stie pod­czas godzin wychowawczych.

– Może war­to tej mło­dzie­ży uzmy­sło­wić, że za 50 czy 60 lat oni rów­nież będą gorzej sły­szeć, sła­biej widzieć i trud­niej będzie im wejść do auto­bu­su? – podsumowuje.


Od redak­cji:

Nie zosta­wia­my reflek­sji pani Joan­ny bez echa. Pro­si­my Pań­stwa o sygna­ły i opi­nie w tej spra­wie. Czy zauwa­ża­ją Pań­stwo podob­ny pro­blem w jele­nio­gór­skiej komu­ni­ka­cji? Będzie­my publi­ko­wa­li zdję­cia i opi­sy złych zacho­wań jako prze­stro­gi, ale cze­ka­my przede wszyst­kim na te dobre przy­kła­dy – takie jak rado­sny epi­zod z Wro­cła­wia. Napisz­cie do nas!