Gdy poma­ga­nie napraw­dę ma zna­cze­nie – o empa­tii w aptece

W codzien­nym pośpie­chu łatwo zapo­mnieć, że za ladą apte­ki nie stoi tyl­ko far­ma­ceu­ta wyda­ją­cy lek, ale przede wszyst­kim czło­wiek, któ­ry może real­nie wpły­nąć na zdro­wie, a cza­sem nawet bez­pie­czeń­stwo dru­giej oso­by. Histo­ria, któ­ra wyda­rzy­ła się nie­daw­no w War­sza­wie, poka­zu­je, jak ogrom­ne zna­cze­nie ma empa­tia, zaan­ga­żo­wa­nie i zwy­kła ludz­ka życzliwość.

Pod­czas waż­ne­go wyjaz­du służ­bo­we­go jeden z uczest­ni­ków kon­fe­ren­cji zna­lazł się w trud­nej sytu­acji – zapo­mniał z domu insu­li­ny. Dla oso­by cho­ru­ją­cej na cukrzy­cę to nie tyl­ko pro­blem orga­ni­za­cyj­ny, ale przede wszyst­kim real­ne zagro­że­nie zdro­wia. W takiej chwi­li liczy się czas, spo­kój i pomoc ludzi, któ­rzy potra­fią dzia­łać szyb­ko i skutecznie.

Roz­po­czął się praw­dzi­wy „łań­cuch dobrej woli”. Naj­pierw wspar­cie przy­szło ze stro­ny przy­chod­ni w Jele­niej Górze oraz lokal­nej apte­ki, gdzie usta­lo­no szcze­gó­ły doty­czą­ce leku – jego nazwę i daw­ko­wa­nie. Następ­nie spra­wa tra­fi­ła do apte­ki Medi­co­ver przy ul. Puław­skiej w War­sza­wie. Tam nie tyl­ko potwier­dzo­no dostęp­ność odpo­wied­nie­go pre­pa­ra­tu, ale tak­że pod­ję­to dzia­ła­nia, któ­re wykra­cza­ły poza stan­dar­do­wą obsługę.

Kie­dy oka­za­ło się, że do poda­nia insu­li­ny bra­ku­je nie­zbęd­ne­go dozow­ni­ka, pra­cow­ni­cy apte­ki – z kie­row­nicz­ką na cze­le – nie poprze­sta­li na infor­ma­cji o pro­ble­mie. Zor­ga­ni­zo­wa­li jego dostar­cze­nie kurie­rem z innej czę­ści mia­sta. Co wię­cej, zadba­li o kon­takt z pacjen­tem, infor­mu­jąc go na bie­żą­co o postę­pach. Dzię­ki ich zaan­ga­żo­wa­niu w krót­kim cza­sie uda­ło się przy­wró­cić bez­pie­czeń­stwo zdro­wot­ne i spokój.

Ta histo­ria to coś wię­cej niż poje­dyn­cza sytu­acja. To przy­kład poka­zu­ją­cy, jak ogrom­ną rolę odgry­wa podej­ście do dru­gie­go czło­wie­ka – szcze­gól­nie w miej­scach, któ­re dla wie­lu osób są pierw­szym punk­tem kon­tak­tu w sytu­acji zdro­wot­ne­go kry­zy­su. Bo choć sys­tem ochro­ny zdro­wia bywa skom­pli­ko­wa­ny, to wła­śnie kon­kret­ni ludzie – ich posta­wa, wraż­li­wość i goto­wość do dzia­ła­nia – decy­du­ją o tym, jak pacjent zosta­nie potraktowany.

Nie jest tajem­ni­cą, że doświad­cze­nia pacjen­tów z obsłu­gą far­ma­ceu­tycz­ną bywa­ją róż­ne. Tym bar­dziej war­to mówić o dobrych prak­ty­kach i nagła­śniać sytu­acje, w któ­rych pro­fe­sjo­na­lizm idzie w parze z empa­tią. To one budu­ją zaufa­nie i poka­zu­ją, że pomoc może mieć bar­dzo kon­kret­ny, ludz­ki wymiar.

War­szaw­ska apte­ka Medi­co­ver przy ul. Puław­skiej udo­wod­ni­ła, że stan­dar­dy obsłu­gi moż­na rozu­mieć sze­rzej – jako tro­skę o czło­wie­ka, a nie tyl­ko reali­za­cję pro­ce­dur. To wła­śnie takie posta­wy spra­wia­ją, że w trud­nych momen­tach nie jeste­śmy sami.

Bo gdy spo­ty­ka­ją się ludzie dobrej woli – napraw­dę moż­na więcej.

MP